🪁 Kryzys W Małżeństwie Forum
Daniella Semaan wyśmiewa rewelacje brazylijskiego serwisu o kryzysie w małżeństwie Leo Messiego. - Ta publikacja nie ma nic wspólnego z prawdą - mówi żona Fabregasa cytowana przez "The Sun".
Mam koleżankę w pracy, 26 lat, była z chłopakiem 10 lat, mieszkali razem ok. 3-4 lat. W czerwcu się rozstali, bo nie było tej iskry, życia, itd. Znam też ludzi, którzy zaakceptowali jednak to co jest (na pewno to większość!) i niektórzy się cieszą, inni żałują. Ja stawiałbym jednak na rozstanie, tak 51 do 49
Komunikuj swoje potrzeby i emocje, ale nie popadaj w nadmierną histerię. Zrób coś dla siebie. Pamiętaj, że każdemu należy się dawka zdrowego egoizmu. Jeśli czujesz się samotna w związku, nie patrz w sufit i nie rozmyślaj. Zadbaj o siebie, wyjdź z koleżankami, zafunduj sobie nową fryzurę, kup wystrzałową sukienkę.
Za kryzys małżeński oraz rozpad małżeństwa odpowiedzialność — chociaż zwykle w różnym stopniu — ponoszą zarówno mąż, jak i żona. Obydwoje w jakimś zakresie okazali się niedojrzali. Jeśli jednak jedno z małżonków pozostaje wierne sakramentalnej przysiędze i nie wchodzi w związki cudzołożne, to nie łamie własnego
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa? UWAGA DĘBICA - Kryzys małżeński :: Forum Pomocy SYCHAR :: Uzdrowienie Małżeństwa Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
w pokonywaniu jakichkolwiek kryzysów i trudności. Zapraszamy wszystkich, którzy przeżywają trudności w relacji małżeńskiej, są w separacji lub po rozwodzie. Nasza Wspólnota niesie pomoc małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie. Zachęcamy do korzystania z FORUM POMOCY: www.kryzys.org.
Kryzys tak się ,,rozwinął ,, , że uciekłam na rok z małżeńskiej sypialni , z relacji i z życia małżeńskiego . Wtedy odseparowałam się od męża całkowicie . Był mniej agresywny . Szarpałam się , skarżyłam się na męża dzieciom , znajomym , rodzinie . Obmyślałam plan ucieczki , szukałam mieszkania , jakiegokolwiek wsparcia .
Kryzys w małżeństwie Meghan Markle i księcia Harry'ego zaczął się w momencie, gdy para straciła kontrakt ze Spotify, na którym miała zarobić aż 20 mln dol. Choć firma oficjalnie
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa? Kryzys w mlodym małżeństwie - Strona 2 - Kryzys małżeński :: Forum Pomocy SYCHAR :: Uzdrowienie Małżeństwa Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
Proszę o pomoc. Jesteśmy z żoną 4 lata po ślubie razem 11 lat. Znamy się jak łyse konie. Mamy 4 letniego syna. Do tej pory układało się nam jak to w małżeństwie raz lepiej raz gorzej lecz od stycznia przechodzimy kryzys. Nie mieszkamy razem już 2 miesiące.
Są tylko sygnałem, że coś w relacjach małżonków szwankuje. Skłoń przyjaciółkę do odkrycia sedna problemu, a małżeński zakręt łatwiej jej będzie pokonać. 1. Bez osądzania. Chłodnym okiem obserwatora. Spróbuj nie opowiadać się po żadnej ze stron. Choć może to nie być proste.
6. była mała zdrada ze strony żony, kryzys - a potem standard: była grana terapia małżeńska, seksuologiczna, indywidualna terapia żony; i wzajemne przeciaganie liny 7. po terapii pożycie ogólnie się poprawiło, ale seksu brak i widoków też na niego poki co brak
VY2r. Może Wy, kobiety, mi pomożecie…. przepraszam, że się rozczulam. W drugim dniu polfinalow Euro 2008 jeszcze przed samym meczem, zjedlismy z zona wspolnie obiad, potem polozylismy sie, wlaczylem film na dvd i oboje zasnelismy w objeciach, jak takie niedzwiadki 😉 Na godzine przed meczem zadzwonil do mnie nasz wspolny znajomy, proponujac kolacje w kanjpce nieopodal naszego miasta przy telebimie (wiadomo, fajny klimat itd). Zona powiedziala, ze zle sie czuje, zebym sam jechal (nie miala zupelnie nic przeciwko). Pojechalem, zjadlem kolacyjke, w przerwie meczu postanowilismy z kumplem opuscic lokal i wrocilem do domu. Aha, w trakcie kolacji wypilem jedno piwo. Dlaczego o tym pisze? Bo jak wrocilem do domu, to juz u progu, chcac usciskac zone na przywitanie (sprzatala akurat), zostalem delikatnie mowiac olany, byla jakas taka wzburzona, nie wiadomo z jakiego powodu. Ok, nie chcialem sie narzucac, zapytalem „cos sie stalo?” , a ona „nic” i dalej sprzatala. W salonie byl wlaczony telewizor, lecial jakis film na TVP1, wiec przelaczylem kanal na mecz, zeby dokonczyc ogladanie (zona zreszta tez zawsze lubila ogladac mecze, nawet bardziej niz ja). Nagle zona krzyczy z kuchni „zostaw, przelacz na film, ogladam” , a ja do niej „jak to ogladasz, sprzatasz, poza tym jest polfinal, dlaczego nie moge przelaczyc” – „bo ogladam” (dala do zrozumienia, ze fakt nie bycia jej w pokoju nie zmienia tego, ze i tak oglada, bo slyszy co tam sie dzieje, a jak skonczy sprzatac, to wroci do czynnego ogladania). Wkurzylem sie nie ukrywam, ale zadnych przeklenstw, zadnego unoszenia sie, powiedzialem tylko cos w rodzaju „OK, w porzadku!” i poszedlem do pokoju, w ktorym mamy komputer, aby sobie pobuszowac w sieci. Po jakichs 35 minutach zona wchodzi do pokoju i mowi do mnie „juz mozesz ogladac mecz” (na 10 minut przed jego koncem!) – sie wkurwilem i powiedzialem tym razem z taka bojowa mina (ale bez krzyku!) ” S P A D A J ” i wrocilem wzrokiem do ekranu monitora, totalnie ja olewajac. Zamknela drzwi od pokoju. Okolo polnocy wrocilem do sypialni, zona juz spala. Nie mialem nawet zamiaru ja objac (a zawsze to robie, ona rowniez), bo nadal bylem na nia wkurzony. Rano standard, sniadanko, nie odwzywamy sie do siebie, ona do pracy, ja do pracy. Po powrocie z pracy zastalem zone w sypialni, odpoczywajaca (drzemala). Polozylem sie obok niej, objalem ja.. obudzila sie (albo udawala, ze spi hehe) i „zostaw mnie” – OBRAZONA. Nie dalem za wygrana i ja znowu objalem, tym razem juz nie odrzucila mnie, ale byla obojetna, lezelismy tak chwile… po kilku minutach oznajmila mi, ze za dwa dni nie jedzie ze mna nad morze tak jak ustalilismy z moimi rodzicami (mielismy jechac wspolnie) jakis miesiac wczesniej! Mowie sobie: „focha stroi”, czeka az ja przeprosze? Nigdy mnie nie przepraszala odkad jestesmy malzenstwem, nigdy. Ja juz kilka razy, o blachostki glownie. Wieczorem zadzwonil moj ojciec z pytaniem, o ktorej za te dwa dni chcemy jechac z nimi… no i ja powiedzialem przy zonie „Ola nie chce jechac, wiec raczej nie pojedziemy z Wami”. Przyznaje, ze powiedzialem to liczac, ze zmieni zdanie jeszcze do dnia wyjazdu, ale juz nie zmienila, nie zaprzeczyla tez, jak przekazywalem te informacje ojcu, jak i nastepnego dnia, gdy moja matka odwiedzila nas na chwile i zapytala „Ola, czemu nie chcesz jechac?” – do matki jakos tak tez dziwnie odpowiedziala (jakby na nia tez byla obrazona). Nadmienie, ze zaczynal sie w dniu wyjazdu nad morze moj dwutygodniowy urlop. Zona wziela tydzien i wlasnie tego pierwszego tygodnia mielismy zaplanowany ten pierwszy wyjazd, potem jeszcze drugi do Kalisza do znajomych. Ok, w piatek rodzice pojechali nad morze, ja zostalem sam w domu (fajnie rozpoczalem urlop, nie ?), a zona pojechala sobie do swojej mamy (do mojej tesciowej). Dwa dni pozniej (niedziela) dowiedzialem sie, ze zona chce jechac po swojego chrzesniaka, bo mu to kiedys obiecala, ze jak bedzie miec wakacje, to zaprosi go na kilka dni. Niedawno przerabialismy ten temat na spokojnie, gdy pytala sie mnie o to. Odpowiedzialem, ze jak najbardziej, nawet zazartowalem ze w koncu bede mial z kim pograc na Playstation.. ale prosilem, aby te jego wizyte odlozyc troche w czasie, tak na sierpien, bo obecnie mamy urlop, potem mam troche wiecej pracy zawodowej, a sierpien wydaje sie byc w sam raz. No i zona pojechala od matki po chrzesniaka, a w drodze powrotnej zadzwonila do mnie z pytaniem, czy moze wjechac do mnie z chrzesniakiem, zebym go poznal (nigdy nie mialem jeszcze okazji sie z nim zaznajomic hehe, bo z zona po slubie jestesmy 2 lata, a znamy sie 3). Domyslilem sie, ze: liczy na to, ze sie zgodze (nagle przeszla jej zlosc z dnia poprzedniego) i zostana juz tutaj u nas, albo pojedzie dalej do mamy z chrzesniakiem, bo przeciez nie ustalalismy, ze akurat TERAZ ma do nas przyjechac, w nasz urlop! Aha, bardzo wazne: TO BYL DZIEN MOICH URODZIN, dlatego zadzwonila, bo chciala tez przy okazji chociaz na chwile „odbebnic” wizyte z okazji urodzin.. przywiozla prezent, ale zyczen nie zlozyla. Przyjechali wiec, pobyli z dwie godziny z tesciowa, pogadalismy sobie, zrobilem im obiad i niby ok (chociaz nie ukrywam, ze nie bylem nastawiony do zony jakos przyjaznie, po prostu udawalem przy chrzesniaku i tesciowej, ze jest wszystko ok). Zona nawet zazartowala, ze „tak sobie milo rozmawiacie [ja z jej chrzesniakiem] ze moglbys go zaprosic na dluzej, a nie tylko 2h”… usmiechnalem sie, bo wiedzialem do czego pije. Pojechali do tesciowej a ja znowu sam. Jeszcze na odchodne, zona powiedziala mi, ze nie wie dokladnie o ktorej dzisiaj wroci, a ja na to ze moze bysmy sie wybrali na spacer, moze cos zjesc na kolacje nad jezioro, no ale zalezy to od tego, o ktorej ona bedzie. Nie miala nic przeciwko (liczylem, ze dzisiejszego wieczora pogadamy, wyjasnimy sobie to i owo i bedzie ok). Wieczorem otrzymuje telefon od zony: „sluchaj, wiesz co jestem zmeczona, juz dzisiaj nie dam rady przyjechac i odwiezc chrzesniaka, wiec bede jutro, albo moze za dwa dni, bo jutro sobie jeszcze gdzies pojedziemy”. Nie ukrywam, ze sie wkurzylem i powiedzialem stanowczym glosem „wiesz co, to lepiej juz w ogole nie przyjezdzaj, ok?!!!” i sie rozlaczylem. Nastepnego dnia wieczorem (moj czwarty dzien urlopu spedzony w samotnosci) probowalem sie do niej dodzwonic, ale nie sms-a po 30 minutach okolo „czemu nie odbierasz?” a ona w mig odpisala (wiec miala zasieg itd) „bo nie chce z Toba gadac”. Przez kolejne dni urlopu mijalismy sie, ja sobie jezdzilem sam rowerem, nad wode, do lasu, on zrezygnowala z urlopu do konca i w srode poszla do pracy. Zblizal sie powoli kolejny termin wyjazdu, ktory planowalismy juz z 3 miesiace wczesniej, tym razem do Kalisza do znajomych. Na dwa dni przed tym terminem, probowalem jakos zaczac rozmowe, nie od przeprosin (bo nadal nie czulem sie niczemu winny, zeby ona miala powod do odstawiania.. takich cyrkow, jakbym nie wiem: pobil ja, zwyzywal, upil sie i zrobil awanture etc.)… zapytalem sie „i jak z wyjazdem do Kalisza, bedziesz chciala ze mna jechac ? „ Mialem cicha nadzieje, ze tak, ze pojedziemy, bo czesto na takich wyjazdach, juz w drodze, jesli obu stronom zalezy, to mozna sie pogodzic bardzo szybko. Powiedizala ze nie i ze nie da mi tez samochodu, bo jest on w zlym stanie i samego mnie nie puscic. Poza tym ze samochod nie jest jej tak naprawde, tylko jej rodzicow (dali jej, czy „pozyczyli”, jak to by tam nie nazwac, ale ona caly czas nim jezdzila i jezdzi). Nadmienie tylko, ze zdarzaly sie juz przypadki, ze sama mnie bez problemu puszczala nawet 100-200 km , chociaz samochod byl w takim samym stanie, jak teraz. Wkurzylem sie, nie bede ukrywac, ale nie robilem zadnych awantur, poszedlem do siebie do pokoju. Zadzwonilem do znajomych, przeprosilem ich ze nie wypali, nie chcialem sie tlumaczyc, ale nagle nie wytrzymalem, bo to moi dobrzy znajomi, wiedzialem ze sie przygotowuja do ugoszczenia nas itd.. no i powiedzieli, ze rozumieja i ze bedzie okazja moze kiedy indziej (pewnie dopiero za rok, jak wezme kolejny urlop i zgram to z urlopem zony 🙁 ) W tym momencie juz kompletnie nie rozumialem,jak ona moze sie tak zachowywac, zeby z powodu okazania mojego wkurzenia i slow „spadaj” wystosowanych w jej kierunku, robic takie akcje z „nie jade z Toba”, jesli to byl wyjazd wspolnie zaplanowany, nie jakis tam spontaniczny wypad do wesolego miasteczka. Teraz najlepsze: wieczorem, ktory mial poprzedzac wyjazd do Kalisza, zona sie spakowala i pojechala do swojej siostry i jej „przyszlego” szwagra (nie lubimy sie za bardzo, ale o tym na koncu). Pojechala oczywiscie na noc a potem pojechali wspolnie razem do swoich rodzicow, czyli do mojej tesciowej na weekend. Kolejne 3 dni bylem sam. Nie odzywamy sie do siebie, nikt nikomu nie wchodzi w parade, oprocz tych jej dziwnych akcji, jakby chciala mnie psychicznie wykonczyc. Dlaczego psychicznie? Dodam , ze ona wie, ze nie lubimy sie z jej siostra i jej chlopakiem, tymbardziej chce mnie dobic, ze im poswieca czas, razem sie bawia, a ja jestem zupelnie niepotrzebny. Przepraszam, ze tak sie rozpisalem, ale pisze to tez dla siebie, aby moc moze kiedys to odtworzyc, bo pamiec bywa zawodna, a dzisiaj mam zamiar wieczorem sobie troche winka popic, moze latwiej to wszystko strawie i jakos sobie sam usprawiedliwie (nigdy nie pilem, ale dzisiaj sie upije). Na koniec juz: przed slubem jakos sie dogadywalem z jej siostra i szwagrem, chociaz czulem, ze nie bedziemy za soba przepadac, bo jak bylem w ich towarzystwie, zawsze czulem sie jakis taki na uboczu. Moj humor do nich nie trafial (zona tylko czasem sie usmiechala), zmieniali temat po moich jakichs wywodac, nigdy nie pytali co u mnie, nasz dialog byl tylko wowczas, gdy ja zagadywalem. Po kilku takich wspolnych rozmowach nie ukrywam, ze juz odechcialo mi sie do nich jezdzic i ich widziec u siebie w domu. Zonie to kiedys powiedzialem, ona niby mi przytaknela, mowiac „ze oboje macie wine”, czyli: ze ja jestem winny , ale oni rowniez (fajnie, ze to podkreslila). No wiec potem mialem jej za zle, ze nie jest wobec mnie lojalna, bo jak slyszala, ze niechetnie do nich jezdze, to potem pytala tylko „czy chce z nia jechac” , mowilem „nie, dzieki” i sama jechala, czesto z nimi imprezujac. Wiec juz przez jej rodzine tez bylem odbierany jako czlowiek, ktory sie nie potrafi dostosowac. A ja mam charakter jaki mam. Zreszta zonie tez przypominalem, ze nie lubi chodzic do mojego wujostwa, kuzynostwa, chociaz oni wrecz zarzucaja ja pytaniami, ktos z zewnatrz stwierdzilby, ze naprawde jest super atmosfera. Ale ona zawsze w drodze powrotnej mowila „ze przeraza ja styl ich mieszkania, ze za duzo kasy maja a nie potrafia sobie urzadzic mieszkania”. Obawiam sie, ze teraz sobie pomyslicie, ze mam zone jakas dziwaczke. Nie! Nadal twierdze, ze jest (byla?) bardzo ciepla, wrazliwa, lubiana przez praktycznie kazdego, kogo napotka. Aha, a ta jej siostra to mnie kilka razy potrafila wkurzyc (chociaz nie dawalem tego poznac po sobie) bo przy mnie potrafila gadac o bylych mojej zony, w tym o ostatnim jej chlopaku, z ktorym byla 5 lat i byli zareczeni i czesto gadala, ze „za takim kolesiem ona teskni” – doskonale wyczuwalem te aluzje, podteksty. Zona pochodzi z prostej rodziny, obronila sie, bo napisalem jej prace mgr (taka prawda, ale nie wypominam jej tego – tzn raz wypomnialem podczas klotni). Pomimo tego z jej rodzicami staram sie dogadywac, z jej ojcem naprawde nie mamy problemow pogadac nawet o byle czym. Ja z kolei mam mgr inz po ciezkich studiach dziennych, hobbystycznie maluje (w te dni, kiedy bylem sam, wlasnie skonczylem jednen szkic dla znajomej), czasem sie zastanawialem, czy to moze przez to jest tak, ze ona sie czuje zajebiscie w toarzystwie swojej siostry i przyszlego szwagra (czesto mowi o nim „niezle ciacho” – fakt, zazdrosny jestem o to i wie o tym hehe), zalezy jej zeby byli razem, moze dlatego wlasnie mniej interesuje ja, jak jest u nas, najwazniejsze zeby jej przyszly szwagier czul, ze jest w jednej paczce z nia i jej siostra a ten „mezus” to taki dziwak i „wybaczcie mi za to, moze popelnilam blad, ze po roku znajomosci sie pobralismy?”….. Co byscie zrobili na moim miejscu? Nadal nie dawac za wygrana, probowac rozmawiac chociaz pewnie skonczy sie na tym, ze ja bede musial przyznac sie do tego, ze to wszystko przeze mnie i ze ona ewentualnie jest mi w stanie wybaczyc. Aha, za 3 miesiace mamy zaplanowany wyjazd do cieplych krajow. Juz mam w glowie mysli, zeby jej powiedziec ze nie jedziemy… niech da pol zaliczki… Co robic?
Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) Autor Wiadomość Dołączył(a): N sty 22, 2012 21:56Posty: 10 Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) Jestem mężatką 12 lat. Od ok. 4 lat przeżywam swoje nawrócenie (oboje z mężem jesteśmy „z pochodzenia” katolikami, jednak przez większość życia nie praktykowaliśmy). Bardzo dużo się modlę, czytam (pismo św., książki apologetyczne, dokumenty Kościoła), spotykam się z ludźmi z jednej ze Wspólnot w mojej parafii. Przez cały ten czas bardzo dużo się modlę o nawrócenie męża, proszę bliskich mi wierzących o modlitwę za niego. Próbowałam z nim kilka razy rozmawiać na temat wiary, jednak zauważyłam, że efekt jest odwrotny od zamierzonego więc nie podejmowałam już „tych” tematów. Doradzono mi „ewangelizację życiem / swoją postawą” zamiast pouczania i staram się do tego stosować. Myślę, że moje spotkania ze znajomymi lub oddawanie się lekturze książek z tematyki religijnej też nie powinno męża drażnić – gdyż nie robię tego non stop i ostentacyjnie. Od ok. roku w moim małżeństwie zaczęły się pojawiać coraz większe kryzysy... większość z nich jest spowodowana, jak mi się wydaje ... moim nawróceniem. Kłótnie często wszczynam ja – i chociaż zapalnikiem awantury są najczęściej błahostki dnia codziennego, to podskórnie wiem że wywołuje te burze z frustracji, bo mam inne wyobrażenie/marzenie bycia w chrześcijańskim małżeństwie, a rzeczywistość jest jaka jest tzn. sama uczęszczam na msze, sama przyjmuję komunię, sama korzystam z sakramentu pokuty, sama się modlę w domu, mój mąż nie akceptuje npr itd. itp. Ale od jakiegoś czasu zauważyłam coś jeszcze bardziej niepokojącego – mój mąż zaczął bardzo mocno i intensywnie atakować Kościół. Kiedyś „tylko” Go, pisząc kolokwialnie - olewał. Ale teraz jestem zszokowana jego postawą – nigdy nie był w żadnej sprawie tak zacięty. Przypisuje Kościołowi całe zło tego świata począwszy od Inkwizycji, poprzez skandale pedofilskie, Komisję Majątkową w Polsce, a skończywszy na krytyce chodzenia księdza po kolędzie. Niewątpliwie jednym z powodów są szeroko pojęte media, w których występują szeroko pojęci „celebryci”, którzy mają swoiste spojrzenie na życie i podają mnóstwo „świetnych” pomysłów na zmianę nauczania KK. Bardzo modnie jest mieć zdanie zbierzne z np. p. Hołdysem, p. Czubaszek i innymi popularnymi goścmi pewnego programu, oraz wielu innych. Obciach to się nie zgadzać.... Jednak myślę, że nie jest to jedyny powód, mąż po prostu nie ma woli nawrócenia i nie otrzymał takiej łaski od i dochodzę do sedna mojego posta: mój największy niepokój wzbudza fakt „wyciągania” przez niego różnych skrajnych opinii i atakowania mnie... kiedyś by tego nie robił choćby tylko dlatego, żeby mnie nie urazić. Teraz mam wrażenie, że podczas spotkań ze znajomymi/rodziną prowokuje takie dyskusje. Od kilku miesięcy przeżyliśmy już ok. pięciu spięć, które skutkowały kilkutygodniowym (!) milczeniem. Przez 10 lat małżeństwa, po jakiejkolwiek kłótni, nie było między nami dłuższego okresu milczenia niż 1 lub 2 dni. Bardzo szybko się godziliśmy. Teraz z każdym kolejnym jest gorzej i ciężej dojść do porozumienia. Oczywiście brak porozumienia wynika z faktu upartego trwania przy swoim. On nie wyciąga ręki i ja też. Czasami zastanawiam się dlaczego Pan Bóg mnie obdarzył łaską nawrócenia i wiary? Nigdy nie chciałabym ich utracić, jednak nie rozumiem tego, że te wspaniałe dary pośrednio mogą się przyczynić do rozpadu mojego małżeństwa, SAKRAMENTU małżeństwa! Bardzo chętnie przyjmę rady lub świadectwo, jeśli ktoś z Forumowiczów ma/miał podobny problem. N sty 22, 2012 22:46 Elbrus Dołączył(a): Pt lis 27, 2009 14:07Posty: 8227 Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) heloł napisał(a):mój mąż nie akceptuje npr - Problem seksualny w małżeństwie. heloł napisał(a):No i dochodzę do sedna mojego posta: mój największy niepokój wzbudza fakt „wyciągania” przez niego różnych skrajnych opinii i atakowania mnie... kiedyś by tego nie robił choćby tylko dlatego, żeby mnie nie urazić. Teraz mam wrażenie, że podczas spotkań ze znajomymi/rodziną prowokuje takie dyskusje. Od kilku miesięcy przeżyliśmy już ok. pięciu spięć, które skutkowały kilkutygodniowym (!) milczeniem. heloł napisał(a):Ale od jakiegoś czasu zauważyłam coś jeszcze bardziej niepokojącego – mój mąż zaczął bardzo mocno i intensywnie atakować Kościół. Kiedyś „tylko” Go, pisząc kolokwialnie - olewał. Ale teraz jestem zszokowana jego postawą – nigdy nie był w żadnej sprawie tak spięcia mogą być właśnie spowodowane powyższą zmianą podejścia, ktora odbija się na napisał(a):Przypisuje Kościołowi całe zło tego świata począwszy od Inkwizycji, poprzez skandale pedofilskie, Komisję Majątkową w Polsce, a skończywszy na krytyce chodzenia księdza po argumentacja, weryfikowalna innego nie pomoże (moim zdaniem). _________________The first to plead is adjudged to be upright, until the next comes and cross-examines him.(Proverbs 18:17)Słuszna decyzja podjęta z niesłusznych powodów może nie być słuszna.(Weatherby Swann)Ciemny lut to skupi.(Bardzo Wielki Elektronik) N sty 22, 2012 22:58 heloł Dołączył(a): N sty 22, 2012 21:56Posty: 10 Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) Elbrus - przede wszystkim dziękuję za napisał(a):heloł napisał(a):mój mąż nie akceptuje npr - Problem seksualny w małżeństwie. Jeśli chodzi o npr to stosujemy z dobrym skutkiem już 10 lat (ze względów zdrowotnych zrezygnowałam z tabletek, a potem uświadomiłam sobie że ta metoda jest uznana przez Kościół więc tym bardziej przy niej pozostałam). Mój mąż ją akceptuje ze względu na moje zdrowie, natomiast kompletnie odrzuca ze względu na nauczanie KK. I tak nie rozumie i nie chce całkowitej abstynencji w dni płodne szukając innych napisał(a):No i dochodzę do sedna mojego posta: mój największy niepokój wzbudza fakt „wyciągania” przez niego różnych skrajnych opinii i atakowania mnie... kiedyś by tego nie robił choćby tylko dlatego, żeby mnie nie urazić. Teraz mam wrażenie, że podczas spotkań ze znajomymi/rodziną prowokuje takie dyskusje. Od kilku miesięcy przeżyliśmy już ok. pięciu spięć, które skutkowały kilkutygodniowym (!) milczeniem. heloł napisał(a):Ale od jakiegoś czasu zauważyłam coś jeszcze bardziej niepokojącego – mój mąż zaczął bardzo mocno i intensywnie atakować Kościół. Kiedyś „tylko” Go, pisząc kolokwialnie - olewał. Ale teraz jestem zszokowana jego postawą – nigdy nie był w żadnej sprawie tak spięcia mogą być właśnie spowodowane powyższą zmianą podejścia, ktora odbija się na napisał(a):Przypisuje Kościołowi całe zło tego świata począwszy od Inkwizycji, poprzez skandale pedofilskie, Komisję Majątkową w Polsce, a skończywszy na krytyce chodzenia księdza po argumentacja, weryfikowalna innego nie pomoże (moim zdaniem).[/quote]Naprawdę wierzysz, że istnieje rzeczowa argumentacja i weryfikowalna info tych problemów, zwłaszcza jeśli ma przekonać już przekonanych do czegoś innego? Ja sama mam w domu "Czarne karty kościoła" Messoriego i "W obronie świętej inkwizycji" R. Konika, w których jest jedno i kilka "typowych" pozycji o inkwizycji, w których jest całkiem co innego. Oczywiście wszystkie te książki są poparte "prawdziwymi źródłami historycznymi", tylko dziwnie ich treść znacznie się różni. O Komisji majątkowej wiele powiedziano w różnych tvn'ach, więc "przekonany" nie będzie dyskutował o artykułach z np. Gościa Niedzielnego, w których próbowano rzetelnie opisać całą każdy ma "swoją prawdę" i na jej poparcie swoje źródła informacji. A niektóre "źródła" często robią z nami co tylko zechcą. N sty 22, 2012 23:18 Anonim (konto usunięte) Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) Rozumiem, że zależy Ci na nawróceniu męża, ale nie możesz wpływać na jego wybory. On musi sam do tego dojrzeć, być może nigdy to nie nastąpi. Odstąp więc od nawracania i podsuwania mu literatury. Nie prowokuj rozmów o Bogu. Bądź natomiast radosną katoliczką i czułą żoną. Możesz mówić o swoich uczuciach. Podkreślaj, że jest dobrym człowiekiem, kochasz go i rani Twe serce jak opowiada źle o tym co jest dla Ciebie ważne. Nie obwiniaj go, ale mów o sobie, jak Ty to odbierasz. Staraj się, by nie dochodziło do sprzeczek z powodu Boga. Tischner nazywa to religijną chorobą człowieka. Ludzie kłócą się o Boga i zapominają w tym wszystkim o miłości do siebie. Módl się za niego, ale nie moja koleżanka skarżyła się do proboszcza na swego niewierzącego męża. On odpowiedział: to dobry człowiek, a my nie wiemy jak głęboko sięga boże Miłosierdzie. Głowa do góry. Skup się na miłości do męża. N sty 22, 2012 23:41 iNadia Dołączył(a): Cz sty 05, 2012 10:08Posty: 147 Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) Mamy radę daną od Boga, jak postępować gdy małżeństwo jest podzielone religijnie: "3 Podobnie wy, żony, bądźcie podporządkowane swoim mężom, żeby — jeśli niektórzy nie są posłuszni Słowu — mogli bez słowa zostać pozyskani dzięki postępowaniu swych żon, 2 będąc naocznymi świadkami waszego nieskalanie czystego postępowania, połączonego z głębokim respektem. 3 A waszą ozdobą niech nie będzie zewnętrzne splatanie włosów i wkładanie złotych przystrojeń albo noszenie szat wierzchnich, 4 ale niech nią będzie ukryta osoba serca w niezniszczalnej szacie cichego i łagodnego ducha, który ma wielką wartość w oczach Boga. 5 Bo tak też niegdyś ozdabiały się święte niewiasty, które pokładały nadzieję w Bogu, podporządkowując się swoim mężom, 6 jak Sara, która okazywała posłuszeństwo Abrahamowi, nazywając go „panem”. A wy stałyście się jej dziećmi, jeśli tylko trwacie w czynieniu dobra i nie boicie się niczego, co wzbudza strach."Z całą pewnością spięcia, kłótnie, awantury - nie sprzyjają budowaniu więzi i nawracaniu męża. Czyny więcej znaczą niż słowa - przekonuj go czynami o swojej miłości i o korzyściach jakie niesie dla Was obojga Twoje zawierzenie Bogu. Czynami: dobrocią, serdecznością, czułością, troską, dbaniem o siebie, o dom i... o niego _________________Oto bowiem, co rzekł Wysoki i Wzniosły, który mieszka na zawsze i którego imię jest święte: „Mieszkam na wysokości i na miejscu świętym, a także ze zdruzgotanym i uniżonym w duchu, by ożywić ducha maluczkich i ożywić serce zdruzgotanych. (Iz 57:15) N sty 22, 2012 23:44 Soul33 Moderator Dołączył(a): So paź 23, 2010 23:17Posty: 8192 Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) Jakby coś, to nie martw się też o _________________Don't tell me there's no hope at allTogether we stand, divided we fall~ Pink Floyd, "Hey you" N sty 22, 2012 23:49 Elbrus Dołączył(a): Pt lis 27, 2009 14:07Posty: 8227 Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) heloł napisał(a):Naprawdę wierzysz, że istnieje rzeczowa argumentacja i weryfikowalna info tych problemów, zwłaszcza jeśli ma przekonać już przekonanych do czegoś innego?Na pewno istnieje, ale jeśli ktoś jest przekonany tylko dlatego, że Hołdys tak powiedział, więc to prawda,wtedy może być problem z jej przyjęciem (nawet jeśli jest bardzo rzeczowa). W tym tkwi kłopot w rozmowie z ludźmi, którzy zbyt mocno polegają na napisał(a):Ja sama mam w domu "Czarne karty kościoła" Messoriego i "W obronie świętej inkwizycji" R. Konika, w których jest jedno i kilka "typowych" pozycji o inkwizycji, w których jest całkiem co innego. Oczywiście wszystkie te książki są poparte "prawdziwymi źródłami historycznymi", tylko dziwnie ich treść znacznie się sprzeczności mogą być wykorzystane na twoją korzyść,bo skoro są znaczne różnice, to któreś dane są nieprawdziwei powinnaś uczulić małżonka do większego krytycyzmu i zastanowienia się,czy może on nie korzysta z tych (niekoniecznie intencjonalnie) zafałszowanych napisał(a):Niestety każdy ma "swoją prawdę" i na jej poparcie swoje źródła informacji. A niektóre "źródła" często robią z nami co tylko źródła to tylko źródła, a nie prawdy objawione (chyba że chodzi o święte pisma),dlatego można je swodobnie (ale naukowo) badać, weryfikować, a czasem podważać ich rzetelność. _________________The first to plead is adjudged to be upright, until the next comes and cross-examines him.(Proverbs 18:17)Słuszna decyzja podjęta z niesłusznych powodów może nie być słuszna.(Weatherby Swann)Ciemny lut to skupi.(Bardzo Wielki Elektronik) Pn sty 23, 2012 0:02 Necromancer Dołączył(a): Cz paź 19, 2006 7:51Posty: 744 Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) Trudno mi sobie wyobrazić taką sytuację. To trochę tak jakby zakochać się w innym człowieku, a skończyć z zupełnie innym po 10 latach. Z tego co piszesz, to się może skończyć nieprzyjemnie. _________________ateista Pn sty 23, 2012 0:12 Anonim (konto usunięte) Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) [quote="heloł"]Bardzo chętnie przyjmę rady lub świadectwo [quote]Witaj!Podobny temat przerabiałem. Efekt - nawrócenie żony, więc chyba skutecznie. Kilka rad:Po pierwsze ustal hierarchię wartości w małżeństwie - 1. Bóg; 2 - Mąż; 3 - Dzieci; 4. - cała na to by nie mylić Boga np. ze wspólnotą. Bywa, że czasami wspólnota jest ważniejsza od współmałżonka, a wtedy cała hierarchia się wali - to taka mów za dużo o wierze, raczej krótko - fajnie o tym pisze O. Jacek obnosić się ze swoją wiarą - np. ja za dużo nie modlę się przy zonie. Raczej wolę wstać wcześnie rano gdy wszyscy śpią i wtedy się ma być nawrócenie męża i rodziny, a nie tylko dbanie o swoją wiarę. Nie mów źle o mężu - zwłaszcza przy wspólnocie - raczej szukaj w nim dobrych z charyzmatów - polecam Chrzest w Duchu się za męża - ja najlepiej lubię to robić kiedy kładziemy się spać i mogę mocno przytulić żonę -zasypiam z kiedy oboje jesteśmy nawróceni trzymamy się tych założeń - nie ma np. sytuacji, że żona lub ja uciekamy z domu do kościoła. Nie. przede wszystkim dbamy o siebie. O nasz mały gdzieś jedziemy - np. ze wspólnotą, to całą rodziną, choć nie wszystkim to się że wiele małżeństw popełnia ten błąd, że jedno z wierzących przedkłada dbanie o swoją wiarę nad dobro to chaotycznie napisałem, ale mam nadzieję, że zrozumiałaś Pn sty 23, 2012 9:16 RED Dołączył(a): Wt maja 24, 2011 16:02Posty: 205 Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) Zastanow sie prosze czy ta cala historia nawracania warta jest tego co teraz przechodzicie,pomysl prosze o pierwszych 10 latach waszego maluzenstwa i porownaj je z czasem terazniejszym a bedziesz widziec do czego to byc ze na koncu zostaniesz sama i zamiast meza bedziesz miala wiare w nawrocenie i co Ci to da? Pn sty 23, 2012 9:30 Anonim (konto usunięte) Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) RED napisał(a):Zastanow sie prosze czy ta cala historia nawracania warta jest tego co teraz przechodzicie,pomysl prosze o pierwszych 10 latach waszego maluzenstwa i porownaj je z czasem terazniejszym a bedziesz widziec do czego to byc ze na koncu zostaniesz sama i zamiast meza bedziesz miala wiare w nawrocenie i co Ci to da?Jeśli ludzie się kochają to znajdą rozwiązanie. Szukanie sposobów dowodzi jedynie, że dotychczasowe metody porozumienia okazały się nieskuteczne, czas na poszukanie innych. Jeśli jedno z małżonków powróciło do Kościoła to raczej nie odejdzie a miłość podpowiada mu, że należy doprowadzić całą rodzinę do nawrócenia. Jest silną kobietą, słaba poddałaby się ze strachu przed utratą męża. Pn sty 23, 2012 9:49 RED Dołączył(a): Wt maja 24, 2011 16:02Posty: 205 Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) Liza napisał(a):RED napisał(a):Zastanow sie prosze czy ta cala historia nawracania warta jest tego co teraz przechodzicie,pomysl prosze o pierwszych 10 latach waszego maluzenstwa i porownaj je z czasem terazniejszym a bedziesz widziec do czego to byc ze na koncu zostaniesz sama i zamiast meza bedziesz miala wiare w nawrocenie i co Ci to da?Jeśli ludzie się kochają to znajdą rozwiązanie. Szukanie sposobów dowodzi jedynie, że dotychczasowe metody porozumienia okazały się nieskuteczne, czas na poszukanie innych. Jeśli jedno z małżonków powróciło do Kościoła to raczej nie odejdzie a miłość podpowiada mu, że należy doprowadzić całą rodzinę do nawrócenia. Jest silną kobietą, słaba poddałaby się ze strachu przed utratą ma wiara do milosci?Jezeli dobrze im sie zylo bez tego nawracania to dlaczego to burzyc i udowadnic sobie ze jestem silna i stane po stronie wiary?A po utracie meza bedzie silniejsza? A moze szuka tylko pretekstu aby sie rozwiezc? Pn sty 23, 2012 12:55 Anonim (konto usunięte) Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) RED napisał(a):Co ma wiara do milosci?Jezeli dobrze im sie zylo bez tego nawracania to dlaczego to burzyc i udowadnic sobie ze jestem silna i stane po stronie wiary?Problem jest taki, że zasłona opadła i odsłoniła rzeczywistość. Teraz należy rozpocząć zmaganie się z życiem a nie znieczulić się ucieczką. Wiara to przewartościowanie życia i ustalenie w nim innych priorytetów. Cytuj:A po utracie meza bedzie silniejsza? Dopóki ludzie rozmawiają ze sobą, kłócą się to im na sobie zależy. Mąż dostosował do do npr, uczynił to ze względu na żonę. Zaatakowany broni się i szuka broni by oddać. Chodzi jedynie o to, by zakończyć wojnę a rozpocząć negocjacje. Jeśli jest mądrą kobietą to tak je poprowadzi, że mąż odzyska spokój i przekonanie, że Bóg nie wyeliminował go z serca żony. Musi mu dać jeszcze więcej moze szuka tylko pretekstu aby sie rozwiezc?Człowiek wierzący szuka wszelkich możliwych sposobów, by dogadać się z drugim człowiekiem. Ona kocha męża, ale nie rozumie, że jej radość z powodu powrotu do Boga nie musi oznaczać współradości kochającego ją dotąd męża. Chce natychmiast wszystko naprawić. Nie da się przeprogramować innego człowieka na swój obraz i jednego z małżonków zwykle przekłada się na kłopoty małżeńskie. W tym przypadku mają uregulowaną sprawę pożycia. To wiele ułatwia. Pn sty 23, 2012 14:24 Anonim (konto usunięte) Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) Ps: umknęło mi, że z npr są problemy Pn sty 23, 2012 15:50 RED Dołączył(a): Wt maja 24, 2011 16:02Posty: 205 Re: Kryzys w małżeństwie ... przez nawrócenie (?) Ja osobiscie nie ryzykowalbym tych szczesliwych lat przezytych co szukac dziury w calym,kiedys mozna to zalowac. Pn sty 23, 2012 16:31 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników
dr Krzysztof Szwarc Sytuacja demograficzna kraju utożsamiana jest często ze stanem i strukturą ludności oraz z liczbą urodzeń i zgonów. Jeżeli opracowanie dotyczące spraw ludnościowych przygotowane jest przez osoby rzetelnie analizujące dane to zawiera w sobie stosowne wskaźniki, które pomagają zrozumieć powagę sytuacji. Stosunkowo rzadko w kontekście kryzysu demograficznego porusza się temat małżeństw. A przecież jest to również element ruchu naturalnego, w znaczący sposób wpływający na postawy i działania prokreacyjne. Najwięcej dzieci nadal rodzi się w małżeństwach Nadal zdecydowanie najwięcej dzieci rodzi się w związkach małżeńskich – w ostatnich latach rodzice około 75 proc. nowo narodzonych dzieci w Polsce są małżeństwem. Warto przy okazji zastanowić się czy ta większość to nadal „dużo”. Mniej więcej od początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku wspomniany odsetek maleje. Wcześniej udział urodzeń małżeńskich w ogólnej liczbie narodzin był na stabilnym poziomie, około 95 proc. rocznie. W roku 1995 było to już 90,5 proc., w 2000 87,9 proc., w 2005 81,4 proc., w 2010 79,3 proc. a w 2015 75,4 proc. Te dane potwierdzają fakt zmiany podejścia do małżeństwa. Wcześniej praktycznie niedopuszczalna społecznie była sytuacja wychowywania dziecka poza związkiem małżeńskim. Małżeństwo odbierane było między innymi jako źródło zapewnienia dziecku godziwych warunków do wychowania. Gdy kobieta zachodziła w ciążę, nie będąc w związku małżeńskim to bardzo często rodzice dziecka, które niebawem miało przyjść na świat decydowali się na ślub. Dziś takie postrzeganie związku należy w wielu środowiskach do przeszłości i utożsamiane jest z pewnym zniewoleniem. Konsekwencją tego faktu jest to, że co czwarte dziecko rodzące się w Polsce ma rodziców, którzy nie są w związku małżeńskim. Urodzenia poza związkami małżeńskimi coraz liczniejsze Warto dodać, że odsetek urodzeń pozamałżeńskich w Polsce na poziomie około 25 proc. jest jednym z niższych w Europie. Tylko w trzech krajach Unii Europejskiej omawiany wskaźnik jest mniejszy niż w Polsce. Są to: Grecja (ok. 12 proc.), Cypr (ok. 21 proc.) i Chorwacja (ok. 22 proc.). W wielu państwach ponad 50 proc. nowonarodzonych dzieci ma rodziców, którzy nie są małżeństwem (np. Belgia, Dania, Estonia, Holandia, Słowenia, Szwecja). Relatywnie najwięcej takich dzieci rodzi się we Francji – 61 proc. Młode osoby coraz częściej decydują się na tzw. związki partnerskie, polegające na prowadzeniu wspólnego gospodarstwa domowego oraz wychowywaniu dzieci (jeśli się pojawią) bez „rejestracji” tego związku. Prawidłowość ta jest widoczna nie tylko we wzroście urodzeń pozamałżeńskich, ale także w liczbie zawieranych związków małżeńskich. W 2020 roku na ślubnym kobiercu stanęło 145 tys. par. W przeliczeniu na tysiąc mieszkańców kraju to zaledwie 3,78 ślubów. To zdecydowanie najniższa liczba w całej powojennej historii kraju. Należy jednak pamiętać o tym, że niektóre osoby zdecydowały się przełożyć lub odwołać ślub ze względu na ograniczenia związane ze stanem epidemii. Wcześniej, w drugiej dekadzie XXI wieku omawiany współczynnik oscylował wokół pięć (na tysiąc mieszkańców), a zawieranych było nieco poniżej 200 tys. związków małżeńskich rocznie. W latach 70-tych na ślubnym kobiercu stawało ponad 300 tys. par (średnio niespełna dziesięć na tysiąc mieszkańców), więc obecnie natężenie analizowanego zjawiska jest na poziomie połowy intensywności z okresu sprzed około 50 lat. Instytucja małżeństwa traci na znaczeniu Przytoczone informacje poświadczają fakt, że instytucja małżeństwa powoli traci na znaczeniu. W badaniach prowadzonych na młodych osobach coraz częściej pojawiają się opinie, że jest to zbędna formalność. Ale też argumentuje się taką postawę obawami o jakość związku i unikaniem procedury ewentualnego rozwodu. W badaniach pojawia się też tzw. dziedziczenie związków, co oznacza, że niemały odsetek młodych osób czerpie wzorce ze związku swoich rodziców, niestety też te negatywne: pochodzenie z rozbitej rodziny zmniejsza prawdopodobieństwo zawarcia związku małżeńskiego, a nawet szansę bycia w jakimkolwiek związku. Przytoczona analiza dotyczy związków małżeńskich cywilnych (w tym takich, które są zawierane w kościołach). Autor jest demografem, pracownikiem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, członkiem Sekcji Demografii Historycznej Polskiego Komitetu Demograficznego PAN, członkiem Polskiego Towarzystwa Statystycznego, redaktorem statystycznym Zeszytów Naukowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, członkiem Rady Rodziny przy Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej, a także Rady Rodziny przy Wojewodzie Wielkopolskim. Tata trojga dzieci. Zdjęcie ilustracyjne:
wszystkie Ginekologia Ortopedia Neurologia Dietetyka więcej Jak rozmawiać z mężem, aby uratować małżeństwo? Witam, mam 30 lat jestem mamą dwóch cudnych chłopców i żoną, do niedawna szczęśliwą. Do niedawna, ponieważ od jakiegoś czasu przestaliśmy z mężem rozmawiać, dodam ze mąż pracuje za granicą juz 5 lat a w sumie 8 jesteśmy małżeństwem. Fakt... Czy decyzja o rozstaniu z żoną była słuszna? Witam. Problem dość złożony. Mieszkam wraz z żoną i dwuletnim dzieckiem (synem) zagranicą. Nie mamy tutaj nikogo bliskiego, jesteśmy dwa lata po ślubie i nic nie układa się tak jak powinno. Moja żona jest osobą wulgarną agresywną nie potrafi nawet... Czy powinienem ratować moje małżeństwo? Moja żona twierdzi że już mnie nie kocha i że nie chce ze mna być. Na każde moje próby rozmowy na temat ratowania związku wybucha agresją. Gdy proszę żeby dała nam czas zaczyna się kłótnia. Wyzywa mnie od najgorszych. Mowi... Jak mam poprawić stosunki ze swoją żoną? Dzień dobry Mam 33 lata. Jestem żonaty od 8 lat. Żonę znam od 14 lat. Wszystko zaczęło się bardzo romantyczne. Poznaliśmy się w pracy, szybko, zaczęliśmy spotykać. Od początku była osobą nerwową. Obrazala się o byle głupoty. Kochaliśmy się i... Brak satysfakcji ze związku Witam. Jestem z żoną od ponad 14 lat. Z każdym rokiem mniej nas łączy. Czuję się jakbym był tu z przymusu. Mamy dwójkę dzieci w wieku 9 i 12 lat. Ze względu na nich nie chce się wyprowadzać. Nie kocham już swojej żony. Co mam robić? Jak naprawić relacje z żoną i córką? Dzien dobry , nazywam się Matausz , od 13 lat za granica z moja kobieta , od 6 lat żonaty od dwóch lat mamy córeczkę. Żona pragnęła tego dziecka tak samo jak ja , lecz niedawno dowiedziialem się ze od... Jak zawalczyć o nasze małżeństwo? Witam. Jestem po ślubie 4lata mamy 2 letniego syna. Nie dogadujemy się większość kłótni spowodowane są przez naszego synka. Ja niekiedy staje w obronie malucha i gdy to robię kończy się nie przyjemna kłótnia. Myślę. Na nad rozwodem lecz jie... Co robić, gdy mąż chce ode mnie odejść? Mój mąż pracuje za granicą. Pewnego dnia oznajmił mi, że już mnie nie kocha, coś się wypaliło, uczucie umarło. Ma depresję i całkiem wyparł mnie ze swojej głowy i się rozstać. Nie docierają do niego moje prośby i argumenty.... Dlaczego mąż chce odejść? Dlaczego mąż chce odejsc? Jesteśmy razem ponad 8lat mamy dwójkę poklocilismy się mąż w tym czasie pojechał w delegację i na drugi dzień od wyjazdu doszliśmy do porozumienia powiedział co mu nie odpowiada ja powiedziałam co nie odpowiada mi... Dlaczego mąż tak dziwnie się zachowuje? Witam, jestem w małżenstwie roku. Mój mąż dziwnie się zachowuje. Oszukuje mnie w sprawach finansowych, ma dlugi, gdy wytykam mu klamstwo broni sie wymyslajac na mnie różne historie ktorych nie było, zawsze probuje odwrócić kota ogonem. Mam wrażenie że... Co zrobić w przypadku rozwodu z żoną? Witam. Jestem zalamany i niewiem co i jak mam robić. Jestesmy 5 lat po slubie i mamy córke 8 lat. Żona chce rozwodu bez orzekania o winie. Winni jestesmy oboje bo zaniedbalismy Kocham żonę i niechciałbym rozwodu. Ale niepotrafie... Czy warto ratować takie małżeństwo? Mam pytanie mój problem polega na tym ze mam kryzys w malzenstwie. nie mamy dzieci . Mąż niechcenia ich mieć dawniej chciał ale miałam problem zdrowotny. Oddaliśmy sie od siebie .ciągle mnie odpycha unika nie zwraca na mnie uwagi . Mówi ze chce być sam. Czy warto ratować takie małżeństwo? Jak poradzić sobie z nieustanną kłótnią rodziców? Cześć mam 18 lat. Od razu przepraszam za błędy. Mam duży problem... moi rodzice się kłócą, w sensie bardziej niż zwykle. Jakieś 2 tygodnie temu mój tata kupił sobie auto (mieliśmy już jedno i po groźbach że odetnie wypłatę i...
Karolinkaaa2017 Dołączył: 2017-08-15 Miasto: Liczba postów: 60 15 sierpnia 2017, 22:07 Witam, pisze na forum bo nie mam z kim o tym pogadać. A sytuacja mnie 3 lata po ślubie, przed ślubem byliśmy 4lata razem. Przed ślubem były wzloty i upadki. Raz lepiej raz gorzej ale zawsze udawało Nam się przejść problemy i żyć dalej. Po ślubie sytuacja się zmieniła. Kupiliśmy dom wzięliśmy kredyt. Nie mamy dzieci, mój mąż nie może mieć dzieci. Ja nie nalegam, kilka razy padło słowo in vitro. Ale mąż twierdzi że to jest drogie i na tym temat ucichł. Przed ślubem to ja zarabiałam kilka razy więcej od męża niestety jakiś czas temu sytuacja się odwróciła. A co za tym idzie zmieniła się nasza sytuacja materialna. Nie jest kolorowo, nie odpływy w luksusy ale stać nas raz do roku na zagraniczne wakacje, wypad na weekend. Niestety dla mojego męża to za mało, przyzwyczaił się do poprzedniej sytuacji i do tego że nie musieliśmy liczyc pieniędzy bo zawsze było ich nadto i nie przejmowaliśmy się sprawami bieżącymi jak rachunki czy zakupy. Teraz wygląda to inaczej ale mi to nie przeszkadza. Wiadomo każdy chce zarabiać coraz więcej ale zmieniłam pracę zarobki też. Nic nie poradzę na to że zarabiam mniej. Nigdy nie wypominalam mężowi że zarabiał mniej niż ja. Nawet przed ślubem mój i jego zarobek był naszym wspólnym i razem go wydawaliśmy. Teraz cały czas słyszę że ja mało zarabiam że jestem utrzymanka, że to przeze mnie mamy mniej kasy itp itd. Doszło do tego że kłócimy się o wszystko, zaczynając od małych pierdol po większe dycyzje. Coraz częściej pada słowo rozwód. Już kilka razy usłyszałam że to ja mam się wyprowadzić bo to jego dom bo on płaci kredyt. Ale o tym kto tankuje samochody płaci za jedzenie to nikt nie myśli. Aby było lepiej jestem w stanie odmówić sobie nowej torebki czy butów by mąż karnet na basen czy siłownię bym znowu nie usłyszała że za mało zarabiam i na nic nas nie stać. Sama nie pamiętam kiedy kupiłam sobie coś nowego a tylko słyszę że jestem na jego utrzymanie i całymi dniami nic nie robię ( mam nielimitowany czas pracy i często jestem w domu, bo w nim pracuje). Jestem na skraju załamania nerwowego. Nic mnie nie cieszy, nie mam ochoty wychodzić ze znajomymi, na dostatek smutki zajadam co również przyczyniło się do tego że przytyłam ok 20kg i nie dość że jestem utrzymanka to jeszcze jestem gruba. Seks w naszym małżeństwie to obowiązek raz na kwartał jak nie rzadziej. Nigdy nie dziecko bo wiem jaka jest sytuacja i że w naszym wypadku to nie będzie proste ale z wiekiem coraz częściej odzywa się instynkt macierzyński i zazdroszczę koleżanka które są mamami. Nic nie mówię by znowu nie wywoływac kłótni. I tak usłyszę że nie stać nas na dziecko, poza tym dziecko to obowiązek a on nie chce dzieci bo dzieci go wkurzają itp. Staram się dawać z siebie 100% gotowanie sprzątanie pranie nawet typowe męskie zajęcia typu koszenie trawy czy wymiana żarówki. O te męskie zajęcia nigdy nie mogę się doprosić męża bo twierdzi że nie ma czasu pomimo że kończy pracę o 15stej. Jako że często pracuje w domu to jak twierdzi mój przecież to nie jest praca więc mam w domu ogarniać dosłownie wszystko :( Zamknęłam się w sobie, nie mam nikogo kto by mnie zrozumiał i czuję się okropnie. Mąż w weekendy wychodzi z kumplami na miasto a ja zostaje sama z butelką wina :( Nie wiem co mam robić. Terapia nie wchodzi w grę bo on nigdy się na to nie zgodzi. Twierdzi że on nie ma problemu. Tylko to wszystko przeze mnie i to ja mam problem bo mamy mniej kasy i nie na wszystko nas nie stać. Z miesiąca na miesiąc jest tylko gorzej. Czuję się nic nie warta i nie wiem co że sobą zrobić. Myślałam że wspólne wakacje za granicą czy wyjście na kolację pomaga ale niestety wszystko kończy się kłótnia i mąż traktuje mnie jak powietrze albo jeśli chce pogadać ucina temat myślę sobie że będąc w innym związku nie miałabym takich problemów np. nie czekaliby mnie inspirują vitro (o ile kiedyś do niego dojdzie, bo Jaśnie Pan może zawsze twierdzić że nie chce dzieci). Nigdy tego nie wypominalam mężowi clby nie robić mu przykrości ale on mi przykrości nie oszczędza. Odnosi się do mnie gorzej niż do zwierzęcia :( Przepraszam że się tak rozpisalam ale musiałam sobie kto mnie wesprze w problemie bo nie wiem co że sobą zrobić. doomed Dołączył: 2015-09-30 Miasto: Częstochowa Liczba postów: 2 15 sierpnia 2017, 22:16 Sama podsumowałaś, ze odnosi się do Ciebie gorzej niż do zwierzęcia.. Olej, Kobieto, ułożysz sobie jeszcze życie z kimś kto Cię docenil. Dla mnie to juz zakrawa mocno na toksyczną relacje. Twój mąż powinien być Twoim zyciowym partnerem, a nie gnębicielem psychicznym. Dołączył: 2016-08-11 Miasto: Liczba postów: 1930 15 sierpnia 2017, 22:17 Dajesz z siebie wszystko, nadskakujesz mu, swoją wypłatę oddawałaś, to nie dziw się że on ciebie nie szanuje jak ty sama się nie szanowałaś. Jak naprawić nie wiem. Ja bym nie naprawiała. ZuzaG. 15 sierpnia 2017, 22:19 Może ktoś da Ci jakąś dobrą radę, ja na pewno nie. Bo ja się po prostu rozwiodłam. I jestem szczęśliwa z kimś innym. Dołączył: 2017-05-03 Miasto: Liczba postów: 1658 15 sierpnia 2017, 22:19 Kopnij go w dupe. Sorry ale ja nigdy nie pracowałam ale mój ani razu nie powiedział że jestem jego utrzymanka. Jeśli tylko stać cię na mieszkanie to idź od że stać was na wakacje i weekendy dla mnie to już był by luksus. Ja jak kupie sukienkę to już jest cos. Ale miłość nie polega na kasie tylko miłości i zrozumieniu. Dołączył: 2010-05-15 Miasto: Kraina Marzeń Liczba postów: 3733 15 sierpnia 2017, 22:20 Przykra sytuacja. Na pewno niezbędna jest spokojna, długa rozmowa z mężem. Dialog to klucz do chodzi o dziecko to przed ślubem ustalaliście, że będziecie mieć dzieci? Karolinkaaa2017 Dołączył: 2017-08-15 Miasto: Liczba postów: 60 15 sierpnia 2017, 22:23 Swoje pieniądze oddawałam ale korzystaliśmy z nich razem . Nigdy nie było z tym problemu. Nie traktowalam tego jako brak szacunku. Nawet nie bedac malzenstwem jak mieszkalismy razem nie wyobrazalam sobie że będziemy się rozliczać po pół za np masło czy chleb. Szczerze mnie przeraża mnie rozwód nie ze względu na samo rozstanie ale nie wyobrażam sobie kogoś nowego znaleźć. Czuję sie gruba brzydka i do niczego. Nie mam ochoty nawet nigdzie wychodzić a nawet kogos szukać. Choć nie powiem że miałam taki okres że chciałam skoku w bok, że względu na seks bo dla mnie raz na kwartał to tak jakby w ogóle go nie było. Karolinkaaa2017 Dołączył: 2017-08-15 Miasto: Liczba postów: 60 15 sierpnia 2017, 22:26 Tak przed ślubem ustalimy że chcemy dzieci. Wiedzieliśmy już wtedy że nie będzie to proste i czeka nas in vitro. Jakoś nigdy wcześniej nie mówił że mu dzieci przeszkadzają i ich nie chce. A dla mnie ostatnio to duży problem. Oglądając zdjęcia koleżanek i ich dzieci łzy cisna mi się do oczu :( Dołączył: 2011-06-10 Miasto: Opole Liczba postów: 3554 15 sierpnia 2017, 22:26 Uciekaj poki czas. Nie macie dzieci i nic cie przy nim nie trzyma. Jestescie dopiero 3 lata po slubie a on juz traktuje cie jak scierke do podlogi. Kwestia dzieci jest dla ciebie wazna to wyobraz sobie siebie za 15 lat: ponizana, sfrustrowana i z tlumionym instynktem do tego zero zrozumienia i wsparcia ze strony partnera. Zmarnujesz sobie przy nim zycie, nie bedziesz miala ani dobrego malzenstwa ani dziecka, zostanie ci tylko ta butelka w weekend wiec otworz oczy i uciekaj od niego, nie tak powinien wygladac szczesliwy zwiazek a uwierz ze za kilka lat bedzie jeszcze gorzej niz jest teraz. Dołączył: 2017-05-09 Miasto: Za Górami Liczba postów: 70 15 sierpnia 2017, 22:27 Moim zdaniem facet bardzo źle cię traktuje, zwyczajnie Cię gnębi, poniża. Skoro poczułaś, że chcesz mieć dzieci, a on nie chce, to pewnego dnia będziesz żałowała, że ich nie masz, ale kiedy będziesz już stara będzie za późno. Każdy może znaleźć szczęście, nawet jeśli mało zarabia albo jest gruby, ale nie znajdziesz szczęścia u boku osoby która Cię nie słucha, której nie zależy na Twoim zdaniu i uczuciach i jeśli w rozmowie zamiast argumentów padają wulgaryzmy. Na terapię warto iść kiedy obie strony bardzo chcą, wtedy to się uda, ale jeśli jedna strona nie widzi problemu nie ma żadnych szans na sukces. Kiedy jeszcze masz siłę odejdź, może to otrzeźwi męża, a jeśli nie to będziesz miała jasność sytuacji. Powodzenia
kryzys w małżeństwie forum